FRAZA NR 79-80 / 2013 – KRONIKA

KRONIKA:

Ósmy powrót Ratonia

Od ośmiu lat w Olkuszu w Galerii Sztuki Współczesnej BWA wspomina się raz w roku tragicznego poetę Kazimierza Ratonia (1942–1983). Okazją jest uroczystość wręczenia nagród laureatom kolejnych edycji ogólnopolskiego konkursu poetyckiego jego imienia. Obok prezentacji laureatów, przemówień jurorów i organizatorów, zawsze jest tam miejsce na wspominanie jego osoby i twórczości. W niewielkiej mierze, na jaką stać potomnych, stanowi ono rekompensatę za milczenie i brak zainteresowania twórczością i losem, urodzonego w Sosnowcu pisarza, którego życie skróciły ciężka choroba, alkoholizm i bezdomność. O swoim dawnym przyjacielu opowiada stały bywalec olkuskiego konkursu, pisarz i dziennikarz Bogdan Dworak, który – co mnie zadziwia – nigdy się w swych opowieściach nie powtarza, zawsze ma jakąś nieznaną anegdotę o Ratoniu albo dzieli się refleksjami z lektury jego utworów. Od kilku lat bywa w Olkuszu także Magdalena Boczkowska, autorka monografii W centrum literatury, na marginesie życia. O twórczości Kazimierza Ratonia (Katowice 2011) i edytorka jego pism. 

Tym razem, wraz z jurorem VIII edycji konkursu, poetą i redaktorem wydawnictwa Krzysztofem Siwczykiem, promowali świeżo wydaną przez Instytut Mikołowski książkę, zawierającą nieznane utwory Ratonia. Dziennik. Prozy. Teksty krytyczne zostały w znacznej części spisane przez Boczkowską z rękopiśmiennych zeszytów, zawierają też krótkie formy prozatorskie i recenzje Ratonia publikowane za jego życia w czasopismach (głównie miesięczniku „Współczesność”). Tym samym wraz z wydanymi 2002 roku zebranymi Poezjami opublikowane zostało opus twórczości Kazimierza Ratonia, który – zdaniem edytorki – znacząco weryfikuje powierzchowne sądy na jego temat i pozwala zobaczyć w nim nie tylko poetę przeklętego, ale twórcę dojrzałego i wszechstronnego, któremu „choroba nie pozwoliła w pełni pokazać skali jego możliwości”. Magdalena Boczkowska wspomniała o szczególnym charakterze dzienników Ratonia, które są zapisami krótkich myśli na tematy filozoficzne, cytatów z bliskich mu autorów polskich i światowych (częstokroć we własnych przekładach), aforyzmami, notatkami do wierszy, przez co bardziej niż do formuł dwudziestowiecznych dzienników intymnych i intelektualnych (np. Iwaszkiewicza i  Gombrowicza) zbliżają się do romantycznego fragmentu (zwłaszcza Kwietnego pyłu Novalisa). Wnikliwe refleksje o sobie przeplatają się tam z myślami o Bogu, sensie i bezsensie istnienia, naturze i sztuce, mając niejednokrotnie charakter epifanijnych wglądów w tajemnice bytu, co powinno zwrócić na tę książkę uwagę tych czytelników, którzy szukają dzieł, nazwanych przez Czesława Miłosza „nieliterackimi” – przekraczających literackość, zawierających wyraziste i oryginalne przesłania egzystencjalne, filozoficzne i religijne. 

Znalazłam się 17 listopada 2012 roku w gościnnych progach olkuskiej Galerii Sztuki ponownie w roli przewodniczącej jury konkursu, któremu „Fraza” patronuje od drugiej edycji, zastępując w tej roli redakcyjnego kolegę Janusza Pasterskiego. Zatem był to także mój powrót do lektury utworów poetów, którym bliska jego poezja Kazimierza Ratonia. W międzyczasie olkuski konkurs stał się jednym z najważniejszych tego typu wydarzeń w Polsce, na co złożyło się kilka czynników. Przede wszystkim osoby organizatorów – znanych i cenionych w środowisku literackim pisarzy – Olgerda Dziechciarza i Łukasza Jarosza, ich nieomylne wyczucie dotyczące składu jury, w którym od początku znajdują się znakomici poeci różnych generacji (w tym roku obok Siwczyka utwory oceniała poetka i tłumaczka, amerykanistka Julia Fiedorczuk, a w przeszłości w gronie jurorów zasiadali m.in. Ewa Lipska, Bohdan Zadura, Maciej Melecki, Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki, Jacek Podsiadło, Mariusz Grzebalski, Tomasz Różycki, Jacek Gutorow, Marek K. E. Baczewski, Miłosz Biedrzycki, Roman Honet, Wojciech Bonowicz, Karol Maliszewski i Tadeusz Dąbrowski). 

Dodatkową zachętą do udziału w olkuskim konkursie, zwłaszcza dla poetów, których nazywam „konkursowymi wyjadaczami” (delikatniej rzecz ujmując – chodzi o wielokrotnych laureatów różnych konkursów poetyckich, którzy mają poważny, czekający na publikację dorobek poetycki) jest nagroda dodatkowa dla zwycięzcy – możliwość opublikowania poetyckiej książki, w której redakcji pomaga juror-poeta, a „Fraza” stara się ją zareklamować i krytycznie skomentować. Maciej Sawa, Marcin Orliński, Krystyna Myszkiewicz, Izabela Kawczyńska, Arkadiusz Stosur, Teresa Radziewicz, Natalia Zalesińska – to lista dotychczasowych zwycięzców konkursu, a wiele ciekawych osobowości było także wśród laureatów kolejnych nagród i zdobywców wyróżnień (Jacek Mączka, Piotr Macierzyński, Bohdan Sławiński, Michał Murowaniecki, Patryk Czarkowski, Piotr Jemioło, Katarzyna Zając, Dominik Piotr Żyburtowicz i wielu innych). Przy czym organizatorzy utrzymują dobre tempo wydawnicze i premiera tomiku zwycięzcy poprzedniej edycji odbywa się zawsze podczas uroczystości wręczenia nagród laureatom kolejnej edycji. Tym razem swój – jak się okazuje debiutancki – tomik Połączenia promowała zwyciężczyni VII edycji konkursu Natalia Zalesińska 

Laureaci konkursu Ratonia to poeci zarazem znani i nieznani – znani z wielu ogólnopolskich konkursów poetyckich, w których zdobywali nagrody, znani z poetyckich forów internetowych, ale jeszcze nieosadzeni w prestiżowych wydawnictwach (jak właściwie jedyny dziś „monopolista” poetycki – wrocławskie Biuro Literackie i podobnie wpływowe środowisko warszawskich „Zeszytów Literackich”), niebędący też (jeszcze!) finalistami i laureatami konkursów mających medialne nagłośnienie (Nike, Angelus, Gdynia, Fundacji Kościelskich). Krzysztof Siwczyk trafnie zauważył podczas uroczystości wręczenia nagród laureatom VIII edycji, że zaletą konkursu Ratonia jest tworzenie alternatywnego panteonu polskiej poezji najnowszej, poszerzanie go o nowe nazwiska, twórcze osobowości i pomysły na tworzenie poezji. W tym sensie spełnia podobną rolę, co dłuższy stażem i dorobkiem, i także z „Frazą” zaprzyjaźniony, Ogólnopolski Konkurs Poetycki im. K. K. Baczyńskiego w Łodzi. Zarówno w gronie jurorów Ratonia, jak i jego laureatów jest sporo osób, które w Baczyńskim zwyciężały i publikowały tomiki. Notabene z Łukaszem Jaroszem – jednym z inicjatorów olkuskiego konkursu – spotkałam się po raz pierwszy na rozstrzygnięciu łódzkiego konkursu, w którym zdobył główną nagrodę. 

Na przestrzeni ośmiu lat nastąpiła pewna zmiana w premiowaniu laureatów Ratonia – w kilku pierwszych edycjach konkursu zwyciężali poetyccy outsiderzy – twórcy liryki hermetycznej, poszukujący nowych środków wyrazu, budujący za pomocą skomplikowanych metafor alternatywne poetyckie światy, zadziwiający i szokujący surrealną wyobraźnią, penetrujący mroczne sfery doświadczenia: samotność, cierpienie, okrucieństwo, śmierć. Taki charakter miała poezja Macieja Sawy, Krystyny Myszkiewicz, Izabeli Kawczyńskiej i Arkadiusza Stosura. Od kilku edycji sytuacja się radykalnie odmieniła i zwyciężają już nie poeci gęstwiny metafor, depresji i słownej ekwilibrystyki, a twórcy lirycznych opowieści. Są bardziej komunikatywni, mniej skoncentrowani na swym ego, zainteresowani rzeczywistością w jej rozmaitych formach istnienia, przyjmujący postawę świadka i uczestnika wydarzeń; będąc nie tyle podmiotami lirycznymi, co narratorami lirycznych wydarzeń, ilustrujących nie wyłącznie ciemne strony człowieczeństwa, ale i to, co ludzi trzyma przy życiu: solidarność, współczucie, dobro, sympatię, szczęśliwą miłość, doświadczenie rodzicielstwa, naturę, radość tworzenia i obcowania ze sztuką. 

Taki charakter ma szczególnie poezja zwycięzcy VIII edycji konkursu – Janusza Radwańskiego z Kolbuszowej (Górnej – jak precyzuje), która dodatkowo zwraca uwagę poczuciem humoru i nietypowością tematyki. Poeta mieszka w średniej wielkości prowincjonalnym mieście, właściwie na wsi, i z wyboru dokumentuje w swych lirykach współczesną wiejsko-małomiasteczkową Polskę, wykorzystując w tym celu nie tylko właściwy artystom dar oryginalnej obserwacji, ale i czułe na osobliwą podkarpacką (lasowiacką) gwarę ucho oraz niemałą wiedzę na temat historii i kultury ludowej. A że ma solidne, zdobyte na polonistyce UJ, wyższe wykształcenie, udaje mu się z powodzeniem tworzyć z tego stopu utwory osobliwe, zwracające uwagę – melodyjne, jednocześnie naiwne i erudycyjne, obywające się bez sztafażu fantastyki Ballady i romanse ery późnej nowoczesności. Kiedy go pierwszy raz zobaczyłam, jeszcze nie wiedząc, kim jest, także zwracał powszechną uwagę – stał na peronie rzeszowskiego dworca ubrany w bogato haftowaną ukraińską rubaszkę, a w ręku trzymał czarny worek ze starannie zapakowanym garniturem. Jakby po dwóch wiekach pojawił się w polskiej poezji kolejny poeta „powiatu” i „zaścianka”, odwołujący się w dodatku do wieloetnicznego dziedzictwa dawnej Rzeczpospolitej… 

Poezja pozostałych laureatów, a szczególnie zdobywcy drugiej nagrody Pawła Podlipniaka oraz laureata III – Rafała Barona – ma odmienny charakter. Jest – rzec można – bardziej „ratoniowa”, gdyż osadzona w realiach infernalnej, nowoczesnej, wielkomiejskiej cywilizacji, z jej bogatym i starannie odtworzonym rekwizytorium. To się nam – jurorom – spodobało we wszystkich zestawach nagrodzonych głównymi nagrodami: postawienie na konkret i żelazna konsekwencja w rozwijaniu poetyckich konceptów, gdzie nie ma miejsca na przypadkowe efekty. Podlipniak jest poetą kulturowego dialogu, niemal każdy z jego erudycyjnych wierszy jest nadbudowany nad jakimś archewzorem. Bez kompleksów „rozmawia” nie tylko z dziełami największych poetów (w zestawie wierszy nagrodzonych dialoguje z najbardziej znanymi wierszami Paula Celana), ale i w charakterystyczny dla współczesnej literatury sposób inspiruje się tekstami współczesnej kultury popularnej (głównie anglosaską klasyką rocka). Z racji swojego zainteresowania metamorfozami we współczesnej poezji, odziedziczonego po romantyzmie, toposu ojczyzny zwróciłam uwagę na jego świetny, może najlepszy w wyrównanym zestawie, wiersz Kolumbiada [Jasna macierz], który w niezwykle trafny sposób charakteryzuje problem z ojczyzną, który ma dziś zapewne nie tylko pokolenie rówieśników poety, choć to na ich nomadycznym, najczęściej emigranckim losie – tytułowej „kolumbiadzie” – poeta się koncentruje, ilustrując przy okazji degradację patriotycznego fantazmatu, który się w nas rozpada, niszczeje i blaknie niczym wrzucona do śmietnika stara, zniszczona flaga narodowa. 

Miałam już okazję nagradzać w innych konkursach wiersze Rafała Barona, ale jest to poeta proteuszowy, i za każdym razem rozkodowanie koperty z jego nazwiskiem wprawia mnie w zdumienie (jako że uważam siebie – jak widać nieco na wyrost – za osobę umiejącą rozpoznawać indywidualne dykcje i języki). To do jego lirycznej strategii najbardziej pasuje określenie „narrator liryczny”. Nadsyłane przez niego na konkursy zestawy wierszy tworzą zwykle quasi epickie opowieści, z wyrazistymi bohaterami, sytuacjami, nawet czymś w rodzaju intrygi. Poszczególne wiersze można porównywać do scen filmu. Tym razem jest to romans w cyberprzestrzeni, nieszczęśliwa miłość „w czasach Sieci”, w której amplituda miłosnych uczuć wyraża się za pomocą elektronicznego medium, łączącego oddalonych od siebie setki i tysiące mil kochanków, którzy – być może – nigdy się ze sobą nie spotkali w „realu”, albo ich spotkania były krótkie i nieudane. Nie zmienia to faktu, że wirtualna historia jest przyobleczona w ciało prawdziwych emocji, które ilustrują pomysłowe metafory, czerpane pełnymi garściami z informatycznej terminologii. Wiersze Barona są poetycko sparafrazowanymi miłosnymi mejlami, które zastąpiły dziś listy i z kilku co najmniej powodów przypominają mi miłosną korespondencję Franza Kafki (choćby tym, że romans nie toczy się w rzeczywistości, a zawiera się w słowach, zaś wiersze odsłaniają i demonstrują kreacyjne potencje miłości oraz nierozerwalny splot kochania/pisania).

Ciekawe są także wiersze wyróżnionych poetek: Bogumiły Jęcek, znanej z pomysłowych ekfraz malarstwa Edvarda Muncha (jej debiutancki tom Czarne koronki jest z nich wyłącznie złożony), Małgorzaty Grajewskiej i Marty Jurkowskiej. Z wyróżnienia dla Jurkowskiej szczególnie cieszyli się organizatorzy, gdyż była to pierwsza osoba z Olkusza, nagrodzona w dotychczasowych edycjach konkursu. Wyróżnienia trafiły do osób reprezentujących wspomnianą na początku dykcję „ratoniową”: poezję oniryczną, intymną, budowaną na arbitralnych skojarzeniach, metaforyzującą rzeczywistość, reprezentującą w dodatku kobiecość „mocną” i dojrzałą – ta cecha charakteryzowała także poezję dotychczasowych zwyciężczyń konkursu. Warto przy tej okazji zwrócić uwagę na zasadę „parytetu”, która wyróżnia zarówno werdykt VIII edycji konkursu: w gronie laureatów jest troje poetów i trzy poetki, jak i pełną równowagę wśród dotychczasowych zwycięzców konkursu, wśród których były do tej pory cztery kobiety i czworo mężczyzn). Wiersze z zestawów wyróżnionych są charakterystyczne dla dykcji poezji współczesnej – liryki Jęcek są intertekstualne, wyobraźniowe, fantazmatyczne, a Jurkowskiej i Grajewskiej stanowią poetyckie notatki z codzienności (Grajewska nazywa swe wiersze „konkretami”). Znajdują w nich poetycki wyraz uczucia i zjawiska zgoła „niepoetyckie”: szybki i męczący rytm i tryb życia współczesnego człowieka, zazdrość, brak intymności i samotność w tłumie, brzydota otoczenia. Marta Jurkowska w jednym z autotematycznych wierszy ciekawie, iście kobieco kryptonimuje literaturę, porównując ją do plotki. To dobry wiersz na podsumowanie kolejnej edycji ratoniowego konkursu, ponieważ olkuska poetka optymistycznie przewiduje, że poezja nie zaginie:

dopóki wciągać nas będą historie

pisane na chodnikach, upychane

w ciasnych dworcowych tunelach,

wielokrotnie powtarzane jak stukot

kół pociągu; ciągle będziemy śledzić

koleje ludzkich losów.

Wspomnę jeszcze tylko, że do konkursu Ratonia poeci się przywiązują. Na uroczystość rozstrzygnięcia tegorocznej edycji przyjechali nie tylko jego jurorzy i laureaci, ale także zdobywcy nagród i jurorzy poprzednich konkursów oraz zaprzyjaźnieni poeci: Izabela Kawczyńska, Radosław Kobierski, Marek K. E. Baczewski i Miłosz Biedrzycki. Przybyli z czystej sympatii, dla kilku godzin spędzonych wspólnie na rozmowach i anegdotach, z których najsmaczniejsza była ta, opowiedziana przez Biedrzyckiego – o szczęśliwym i zamożnym życiu poetów w krajach islamu, którzy występują dla publiczności na stadionach, a turnieje poetyckich improwizacji stanowią obowiązkowy punkt hucznych wesel. Borykający się z biedą polscy lirycy zaczęli się poważnie zastanawiać, czy nie zmienić wiary… 

Magdalena Rabizo-Birek