FRAZA NR 57 / 2007 – O KSIĄŻKACH

O KSIĄŻKACH:

Jan Wolski
POETA WYZUTY Z NADZIEI?

Nowy tom wierszy, mieszkającego na stałe w Kanadzie, Edwarda Zymana, nazwałbym książką duchową, choć ducha jej trudno zdefiniować. Powiedziałbym, że opisuje ona świat człowieka w drodze, poszukującego, pragnącego się doskonalić i znaleźć swoje miejsce na ziemi. Ale w jaki sposób? Jakie wartości mają wskazywać drogę? Gdzie jest to miejsce właściwe? Jakie wnioski wyciągać z tego, co się wydarza i co spotyka osobnika w tych wierszach mówiącego?

Łatwo dostrzec trwale obecną w tomie warstwę historyzmu. Oczywiście w pewnym uproszczonym wymiarze, bo na ogół uczucie jest ważniejsze niż poznanie, a doświadczenie duchowe trudno daje się ubrać w słowa.

To wiersze, będące reakcją w poetyckiej formie, na głód jakiegoś trudnego do zdefiniowania realizmu. Wydaje się bowiem, że tylko on jest nośnikiem prawdy. Na pewno jest to pozycja kogoś elokwentnego, profesjonalne zachowanie poetyckie. Cóż, kiedy równocześnie właśnie w tym upatrywałbym przyczyn pewnych niedomogów. Strategia takiego właśnie postępowania oznacza bowiem, że często będą nam pobrzmiewać w tekstach cudze głosy. Poeta zawsze pisze o sobie, ale nie zawsze dla siebie. Sądzę jednak, że Zyman nieustająco poszukuje wspomnianego realizmu, które odbywa się na płaszczyźnie poezji. Poszukuje, pragnie wartości trwałych, nie chwilowych, niezależnych od doraźnych estetycznych czy jakichś ideologicznych wzorów i szkół. Jest w tym najbardziej interesujący. Za najważniejsze zadanie poety uznaje prawdomówność, wytrwale więc szuka sensów i znaków, za pomocą których mógłby się porozumieć z czytelnikiem. To z kolei powoduje, że stara się od takiej drogi postępowania uciekać, aby nie nazwano go anachronicznym.

W realizacji tego zadania posługuje się językiem ogólnodostępnym. Trzyma się starych zasad. Poddaje się im i nie prowadzi gry z jakimikolwiek konwencjami. To jego świadomy wybór, za którego pośrednictwem stara się zademonstrować szczerość swej wypowiedzi.

Nastrój wielu wierszy tego tomu jest smutny, brzmi w nich silna nuta pesymizmu, ale nie jest to ich stan normalny, czy jedyny. Zapewne dużą część takiego nastroju buduje silne w tej poezji działanie i trwała obecność pamięci. Jak chyba w całym emigracyjnym, a i dużej części jeszcze krajowym segmencie jego dzieła. Układanie wierszy w ?podręczny leksykon” staje się próbą powstrzymania przemijalności, przeciwstawienia się realnym zagrożeniom, jakie niesie ze sobą emigracja, rodzajem zbioru zasad, dekalogiem wyznawanych i jedynych obowiązujących wartości. Stanowi to być może jakiś rodzaj zabezpieczenia przed rozpłynięciem się w nowym, mimo wszystko obcym, żywiole. Ale i tak przemijania nikt zatrzymać nie zdoła. Poezja i w tej sferze doświadczeń staje się ważna, bo to forma komunikacji, w której poeta i czytelnik jego wierszy mogą swobodnie i dowolnie kształtować, odczytywać i rozumieć sensy.

Nieproszona wizyta
w przez innych
plewionym
ogrodzie

wieczna ucieczka
z sarnim lękiem
w oczach

życie
na niby
w wypełnionym po brzegi
kolorowym
supermarkecie.

Z podręcznego leksykonu

Tom ma zwarty, choć wielowątkowy charakter, cechujący zazwyczaj nostalgiczne zwierzenia. Typowe dla tych tekstów ?rozedrganie” nie ma jednak w przypadku Zymana cech sentymentalnych, poeta bowiem narzuca sobie rygor formy, zazwyczaj przy tym bardzo oszczędnej. Precyzja wypowiedzi służy opanowaniu chaosu, buduje też pewien dystans. Na szczęście, dodajmy koniecznie, nie wznosi go on jednak na jakieś wyżyny obojętności wobec codziennego bytowania. Przeciwnie, ułatwia do pewnego stopnia, rozpoznanie niepochwytności wymykającego się słowom świata.

Zbudowany na pamięci smutek jest egzystencjalny i stanowi wynik uwikłania w historię. To wydaje mi się być realizowaniem programu nowofalowego. Nie jest to oczywiście posługiwanie się jakimś konkretnym wzorcem Nowej Fali, ale pewien duchowy klimat, w który mieszczą się nieufność, pragnienie prawdy i chęć ocalenia poprzez poezję. Styl bywa też niekiedy lekko patetyczny, ale i on należy do zestawu nowofalowego instrumentarium.

Bohaterem wierszy Zyman jest człowiek poszukujący odpowiedzi na nurtujące go pytania, poruszający się w rozmaitych obszarach tradycji i w różnorodnych regionach kulturowych doświadczeń. Naraża go to na niebezpieczeństwo błądzenia wśród licznych, niekiedy stojących wobec siebie w opozycji, wartości. Ponieważ w bogactwie doczesnego świata łatwo się zatracić (a w przypadku emigranta niebezpieczeństwo to jeszcze się potęguje), stąd decyzja, aby stawiać na siebie, a ściślej: na samopoznanie. Doświadczenie bytu codziennego podbudowane jest jakimś niemożliwym do usunięcia poczuciem dramatyzmu, upadku, zatracenia i pojawianiem się rzadkich tylko chwil szczęścia.

Ulico Roncesvalles, kwintesencjo polskości,
rzeczpospolito sklepów mięsnych emanujących
kuszącym zapachem przaśnej swojszczyzny,
matczynym gestem przygarniasz wszystkich
zbłąkanych, co zmyliwszy drogę
stają przed tobą wyzuci z nadziei,
wypaleni do dna; tu kres ich podróży,
ostatnia przystań, z której nie ma wyjścia.

Ziemia niczyja

To osobnik skazany na nieustające błądzenie i poniewierkę, którego głos układa rejestr związanych z tą sytuacją pytań i wątpliwości. Wypowiadający się w formach poezji egzystencjalnej i erudycyjnej, osobistej i żyjącej cudzymi rozpoznaniami i rozstrzygnięciami. Bywa, że pasja zdiagnozowania swojej (i innych) kondycji – szczególnie emigranta – potrzeba nazwania istniejącego stanu rzeczy w sposób radykalny i nie pozostawiający wątpliwości, raz na zawsze, powoduje pewną kategoryczność wypowiedzi. A przecież Zyman ma też całe pokłady liryzmu, niekiedy wręcz medytacyjnego. Najsilniejszy jest jednak w jego wierszach głód sensu, pragnienie ustalenia celu doczesnego i pozaczasowego jednocześnie. W ten sposób każdy z wierszy staje się rodzajem duchowej autobiografii, poszukiwaniem porządkującego systemu i w równej mierze zapis pełnych trwogi rozterek wygnańca, któremu przyszło żyć z dala od ojczystego kraju. (Wiersz Co my tutaj robimy?, a przede wszystkim wiersz-credo, swoiste podsumowanie, życiowy manifest Ziemia niczyja.)

Jesteśmy zawsze obcy
tu ciągle j e s z c z e
tam j u ż nieobecni.

Z każdym dniem

Widziałbym w tej nowej książce Zymana dokument, a zarazem próbę rozrachunku i podsumowań. Pytania o to, kim byłem i kim jestem dzisiaj. Schemat ten działa także w odwrotnym kierunku: dzisiaj rzutuje na interpretowanie wczoraj. Pytania dotyczą tego, co w życiu jest koniecznością, a co stanowi o wolnym wyborze, co jest wyborem swobodnym, a co wymusza czy prowokuje rodzaj fatum. Poeta wśród tych wyznaczników stara się rozpoznać i opisać własne wzloty i upadki, rozpoznać możliwości i granice ocalenia i przegranych, zamanifestować poczucie samotności i wspólnoty.

Analiza doboru wierszy z tomu uświadamia zmienność jego tonacji: kategoryczność często przechodzi do obszaru wahań, czy namysłu. Bywa, że zdecydowanie przechodzi w wątpliwość. Słychać w nich głos człowieka niepewnego własnych wyborów, raczej osamotnionego i zagubionego wśród wartości, a także niekiedy bezradnego.

Dotkliwie nie istniejąc
odwracam uparcie karty
dawno przeczytanej
księgi

Nie ma tej rzeki

Poeta nie sprzeniewierzając się swojemu artystycznemu temperamentowi, odsłania nieco swe wzruszenia, bez którego poezja miałaby zbyt kostyczny kształt. Zyman ucieka od emocjonalności, woli jednak przemawiać w imieniu historii, jakby z jej wnętrza, daje wyraz wspólnotowemu wymiarowi doświadczeń. Buduje taką poezję, dla której pierwszorzędne są wartości, ale jeszcze bardziej ludzkie zaangażowanie w życie. Dzieli się swoją niepewnością , woła o sens, znaczy swoje istnienie i uczy się doznawać świata. Poezja jest jego życiem, co oznacza, że sednem twórczości, moralnym i estetycznym, jest maksymalna autentyczność przekazu.

Jan Wolski

Edward Zyman, Z podręcznego leksykonu,
Druga bibliofilska seria poetycka
Polskiego Funduszu Wydawniczego w Kanadzie,
tom II, Toronto 2006.