FRAZA NR 54-55 / 2006 – KRONIKA

KRONIKA:

Jan Wolski
Wacława Iwaniuka powrót w rodzinne strony

Arcybiskup J. Życiński nad urną z prochami Wacława Iwaniuka, 2 grudnia 2006
Arcybiskup J. Życiński nad urną z prochami Wacława Iwaniuka, 2 grudnia 2006

Wacław Iwaniuk, emigracyjny poeta, z którym nasza redakcja była zaprzyjaźniona, zmarł 4 stycznia 2001 roku w Kanadzie. Od tamtej chwili nie znalazł jednak spokoju. Jego prochy wciąż czekały na miejsce swego wiecznego spoczynku. Torontońscy przyjaciele, a szczególnie długoletni sekretarz i przyjaciel poety Henryk Wójcik, czynili starania o przeniesienie prochów do Polski. Sporo czasu zajął wybór miejsca. Ostatecznie zdecydowano się na cmentarz w Siedliszczu. Jest to bowiem gmina i parafia, na terenie których poeta się urodził i gdzie spoczywają jego rodzice. Po uregulowaniu wszelkich konieczności administracyjnych, wreszcie 2 grudnia 2006 roku mogły odbyć się uroczystości pogrzebowe. Wielkim zaangażowaniem wykazały się miejscowe władze administracyjne i proboszcz tamtejszego kościoła pod wezwaniem Matki Boskiej Częstochowskiej. Mszę żałobną odprawił metropolita lubelski ks. arcybiskup Józef Życiński, który też wygłosił okolicznościową homilię.

W pożegnaniu Wacława Iwaniuka liczny udział wzięła miejscowa społeczność, przyjmująca na powrót do swego grona nieobecnego tam z wyroków historii przez ponad pół wieku, rodaka. Obecni byli, rozproszeni po kraju, krewni, dalsza i bliższa rodzina, przedstawiciele środowisk literackich z Lublina i Chełma, redakcji pism i instytucji państwowych. Młodzież licealna przygotowała montaż złożony z wierszy emigranta, zaś w imieniu wszystkich zebranych i tych, którzy przybyć nie mogli, pożegnał poetę Henryk Wójcik. Oto słowa, które wtedy wypowiedział:

Ekscelencjo Księże Arcybiskupie, Księże Dziekanie, Szanowny Panie Wójcie, Szanowny Panie Starosto, Rodzino Wacława Iwaniuka, Przyjaciele,

Wygnany – wrócę te dwa krótkie słowa zostały wyryte na płycie nagrobnej Wacława Iwaniuka. Wyjęto je z wiersza Ars Poetica, który Poeta napisał w końcu lat 60. Te dwa proste słowa mają dla mnie, emigranta, wielką wagę, są symbolem, mówią tak wiele o nas żyjących poza Polską. Dzisiejsza uroczystość sama w sobie ma też dla mnie wymiar symbolu. Oto po latach spędzonych poza krajem i z wyroku historii, Wacław Iwaniuk, syn Lubelszczyzny, tej o której mówił, że jest centrum polskości, wraca do domu. Wraca do tych najbliższych, wśród których wzrastał. Jest to także powrót jego własnego słowa, słowa niepodległego żadnym presjom i cenzurze, słowa poety i żołnierza. Słowa wolnego od restrykcji systemu komunistycznej PRL i przez nią skazanego na banicję.

Składając urnę z prochami Poety na cmentarzu w Siedliszczu, przywracamy go Polsce, która była naczelną wartością jego życia. Mieszkał w Londynie i Toronto, bywał w Buenos Aires, Paryżu, Nowym Jorku, Kalifornii, Florydzie, ale tak naprawdę, zawsze był u siebie – w polskiej kulturze, sztuce i poezji. Jego pokój – pracownia w domu przy 263 Keewatin Ave, w Toronto – była małą Polską, pełną polskich książek, muzyki i obrazów. Wierzył, że konsekwencje Jałty nie mogą trwać wiecznie, że Polska będzie wolna i suwerenna, a on i jego poezja wrócą.

Swą postawą i działaniem wypełniał tekst przysięgi wojskowej, z której nikt go po 1945 roku nie zwolnił. Przez prawie 9 lat był żołnierzem, potem walczył piórem. Za tą bezkompromisową postawę wymazano go na dziesiątki lat z kart kultury narodowej. Był twórcą mądrym, niezależnym duchowo, niepodległym, który mimo umizgów totalitarnej władzy, nie poszedł na kompromis. Dla nas, kolejnych pokoleń emigracji, był i jest duchowym przywódcą i przykładem powinności wobec kulturowego dziedzictwa Polski.

Jego miejsce jest tutaj, na Lubelszczyźnie, w rodzinnym Siedliszczu, w pobliżu Chojna Starego, gdzie wszystko się zaczęło. Jego miejsce jest tutaj wśród ukochanego pejzażu, „i ludzi którzy tam żyją uparci jak sama ziemia, pełna rozmokłych torfowisk i jałowego iłu” .

Drodzy Państwo, oddajemy Wam dziś prochy Wacława Iwaniuka, wielkiego poety i Polaka, wspaniałego człowieka i najbliższego mi Przyjaciela. Zachowując go jednocześnie w pamięci.

W wypowiedziach Ekscelencji Arcybiskupa i młodzieży, wielokrotnie przywoływano wojenną przeszłość Poety. Zapewne wielu z Państwa dobrze ją zna, jednak warto ją jeszcze raz przypomnieć, bo jest to niezwykła karta życia Poety, był bowiem uczestnikiem wielu bitew i wydarzeń, mógłby nimi wypełnić kilka biografii. Urodził się w roku 1912, więc mógł pamiętać boje o niepodległość i o granice Rzeczpospolitej. W roku 1935 odbył roczną służbę wojskową w 44 Pułku Piechoty Strzelców Kresowych w Równem na pobliskim Wołyniu. Wybuch wojny zastał go w Argentynie, gdzie odbywał praktykę konsularną. Wielokrotnie wspominał, że wbrew zaleceniom i nawet zakazowi przełożonych, opuścił Buenos Aires i za własne pieniądze przypłynął do Włoch, aby tuż przed Bożym Narodzeniem, zameldować się na ochotnika do formułującego się Wojska Polskiego. Przez Paryż, trafił do obozu w Coetquidan. Jako żołnierz w stopniu aspiranta Samodzielnej Brygady Strzelców Podhalańskich brał udział w walkach pod Narwikiem. Po kapitulacji Francji próbował przedostać się przez Hiszpanię do Anglii. Aresztowany przez Hiszpanów spędził prawie 3 lata w obozie koncentracyjnym Miranda de Ebro. Na skutek nacisków aliantów i strajku głodowego więźniów, obóz ten rozwiązano w 1943 roku i Iwaniuk, wraz z innymi Polakami, został przerzucony przez Portugalię i Gibraltar do Anglii. Tam przydzielono go do I Dywizji Pancernej gen. Maczka (służył w I Pułku Artylerii Przeciwlotniczej). Z Dywizją wziął udział w lądowaniu w Normandii i przeszedł z nią szlak bojowy przez Francję, Belgię, Holandię aż do niemieckiego Wilhelmhaven. W wojsku pozostał aż do demobilizacji w 1948 roku.

Na koniec chciałbym spełnić wolę wieloletniego przyjaciela Poety, Johna Halla. Prosił mnie, abym w stosownym momencie, powiedział po angielsku kilka prostych słów: „Dear Wacław rest in peace”. Tak, Wacławie, spoczywaj w pokoju, wygnany – wróciłeś.

Honorową wartę zaciągnęli strażacy i kompania honorowa Wojska Polskiego. Po mszy świętej poprzedziła ona wraz z orkiestrą kondukt żałobny, który przeszedł na cmentarz. Po ostatnich słowach pożegnania, salwie honorowej, prochy poety złożono do grobu. Przykrywa go płyta z czarnego granitu, na której wyryto słowa zaczerpnięte z jednego z wierszy: „Wygnany wrócę” oraz imię, nazwisko, datę urodzin i śmierci.

Warto podkreślić, że uzupełnieniem tej uroczystości było nadanie miejscowej Bibliotece Publicznej imienia Wacława Iwaniuka i odsłonięcie przy wejściu do niej tablicy pamiątkowej. Znajdują się na niej słowa: „Wybrałem miejsce na ziemi / między Lublinem a Chełmem / pola w kąkolach i ostach / ludzi, którzy tam żyją / uparci, jak sama ziemia. Wacława Iwaniuk (1912 – 2001) 2 grudnia 2006, w dniu sprowadzenia prochów Poety do Siedliszcza.”

Tak więc po dramatycznych przeżyciach poety-żołnierza, doświadczeniu goryczy i blasków emigracji, twórczym życiu zamkniętym w kilkunastu tomach wierszy, przekładów, prozy i publicystyki, Wacław Iwaniuk wrócił do krainy, gdzie rozpoczęła się jego droga, skąd wyruszył w świat, która była mu najbliższa i stanowiła jego „centrum polskości”.

A natura jakby specjalnie na jego cześć obdarzyła zebranych wyjątkową pogodą, ciepłą jak na tę porę roku, w pełnym słońcu i z błękitnym niebem w tle.

Jan Wolski